Książki są zwierciadłem mojej duszy...

Recenzje

"Ostatnia spowiedź, tom II" - Nina Reichter

Wypowiadałam się już na temat pierwszej części, więc wiecie, jaka jest moja opinia na temat autorki i całokształtu, dalsze tłumaczenie jest więc zbędne. :D. No, to zaczynam :)

Ostatnia spowiedź, to jest coś, czego się nie spodziewałam po tytule. Myślałam, że to kryminał - takie było moje odczucie po przeczytaniu samego tytułu. Dopiero, kiedy zagłębiłam się w opisie, a potem w samej książce wiedziałam że to...romans. Jeżeli odwiedzacie mnie od jakiegoś czasu i czasami czytujecie moje recenzje, to wiecie, że wielką fankę romansów  nie jestem... Ostatnia spowiedź spodobała mi się sama nie wiem dlaczego. Nie żałuję jednak, że ją przeczytałam.

Historia miłosna, bardzo wciągająca :), wielkiej gwiazdy rocka i zwykłej dziewczyny, która nigdy nie słyszała o zespole znanym na całym świecie.

Nie czytuję wielu romansów, więc nie wiem czy jest lepsza, czy gorsza od innych. Wiem, że dla mnie jest bardzo przystępną, ciekawą i bardzo wciągającą historią, której nie identyfikuję z miłością wielu nastoletnich dziewczyn do sławnych muzyków. Wiedzą, że się z nimi nie spotkają, jednak dalej ich kochają z nadzieją, że w końcu poznają swojego idola. Ally nie kochała się w gwieździe. Ona nie nie widziała, że Brade jest chłopakiem, w którym kochają się dziewczyny, z którymi nigdy nie zamienił ani słowa! Ona kochała go, choć się tego wypierała...

Ta książka zmieniła w jakiś sposób moje nastawienie do życia. Teraz wiem, że można pożądać, ale się powstrzymywać. Można tęsknić, ale nic z tym nie robić. Można kochać, ale się tego wypierać. Można nienawidzić i kochać jednocześnie. Książka ta ma bardzo dużo znaczeń, które trzeba zrozumieć, bo inaczej nie zrozumie się książki.

Nie polecam książki zbyt młodym dzieciom, ponieważ występują tam sceny erotyczne pisane bardzo barwnym językiem. Lekturkę polecam natomiast 16+. Do momentu przeczytania, żyłam w niewiedzy, więc nie możecie mieć mi tego za złe ;).

Książka napisana bardzo prostym, ale barwnym językiem, co pozwalało na łatwe wyobrażenie sobie wszystkiego. Postacie są nieco przerysowane, moim zdaniem. Ally jest w pierwszym tomie samodzielną, odważną dziewczyną, która czasami stara się stawić swojej matce, która zmusza ją do spotykania się z wykształconą świnią (tak, takie mam zdanie na temat Christopha...). Jednak w drugiej części Ally jest bardzo niezdecydowana, rozsypuje się przy każdej okazji, boi się, że straci Brade'a, często płacze i tylko przy Rotrfeld'ach czuje się dobrze...

Nie lubię Ally. Musiałam to przyznać. Dla mnie jest trochę sztuczna i bardzo płochliwa. Czasami jest zbyt pewna siebie, a czasami taka niepewna swojego położenia, że najchętniej rozpłakałaby się... Nie lubię tego jej znęcania się nad Bradem, gdy chce go do czegoś przekonać. Wtedy zachowuje się jak jakaś... Nie będę kontynuowała.

Bardzo podobała mi się jednak postać Toma. To nie był już twardy Tom, Tom z I tomu. To był zagubiony chłopiec, który zakochał się w dziewczynie swojego najlepszego przyjaciela - swojego brata - której nie mógł mu zabrać...Było mi go bardzo szkoda, bo to naprawdę bardzo fajny chłopak...

Długo by wymieniać wszystkie postacie...

Romantyzm i nastrojowość na ostatnich stronach książki spowodowały, że się rozpłakałam, naprawdę, co mi się często nie zdarza przy czytaniu książek...____________________________________________________________

Recenzja nieszczególna, ale po mojej dzisiejszej imprezie urodzinowej nie będzie lepiej... :D (swoją drogą, na urodziny dostałam 5 książek ^.^ <3 ) Kiedy ja to wszystko przeczytam?! :D Przepraszam, że tak długo nic nie dodawałam, ale nie wyrabiam. Nie wysypiam się, nie mam czasu na zadania, na uczenie, a jeszcze za 2 tygodnie mam 2 olimpiady. Boję się, że sobie z tym nie poradzę i będę musiała na jakiś czas odłożyć bloga. Gniewalibyście się? O wszystkim będę Was informować na bieżąco tu lub na stronie na fb :). Tymczasem dobranoc i książkowych snów!